niedziela, 6 kwietnia 2014

Dyskopatia odcinka lędźwiowego

No cóż, temat może zupełnie z innej beczki, ale niezwykle istotny. Dyskopatia. O boże jak to boli.... A ciąża uniemożliwia pobieranie jakichkolwiek środków przeciwbólowych, które ten ból uśmierzą... Ale od początku.

Zaczęło się niewinnie. Bóle u dołu pleców przy schylaniu, czasem przy siadaniu. Ginekolog mówi: to normalne w ciąży, bowiem rosnąca macica może naciskać na nerwy w kręgosłupie (pierwsza bzdura - nie w pierwszym trymestrze!! i nie w drugim, to zwykłe bajanie, no ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam). Zatem nie przejmować się, ból może sam minąć.

Tylko że z tygodnia na tydzień ból się nasilał. Na początku wytchnienie dawało rozciąganie i ćwiczenia typu przysiady, wykroki - myślałam sobie no tak rozgrzeję, rozciągnę przechodzi, więc praktyka dobra. Jednego dnia zrobiłam pełną serię dla kobiet w drugim trymestrze i wszystko było w porządku.... do wieczora. Potem pomyślałam - położę się na płasko, pójdę spać, kręgosłup odpocznie i wszystko wróci do normy. Niestety. Rano ledwo wstałam z łózka, ból był naprawdę duży. I tak z dnia na dzień stał się nie do wytrzymania.

Poszłam do ginekologa na standardową wizytę, który uznał, że kobiety nie są przygotowane fizycznie na ciążę i poród i takie bóle są normą (ja? nieprzygotowana? ćwicząca 4 do 5 razy w tygodniu, podnosząca ciężary, biegająca, uprawiająca kickboxing? pani doktor chyba mi nie wierzyła). Pomyślałam sobie no dobra, może niewystarczająco wzmacniałam plecy. Gin dała mi kontakt do osoby zajmującej się kobietami w ciąży, które borykają się z bólem.

Dzień następny był jeszcze gorszy. Nie dałam rady sama wstać. Mój Misiek musiał pomóc mi jakoś się dźwignąć, ból był bardzo bardzo duży. Zaczynał się w odcinku lędźwiowym i przy każdym ruchu promieniował przez pośladek do do początku uda. Każdy krok był cierpieniem. Wstawanie? Siadanie? Koszmar.

Dotarliśmy do pani rehabilitantki, która okazała się wyglądać na lat 20 i nie mająca bladego pojęcia niestety o bólach kręgosłupa (przypuszczam, że panienka w trakcie studiów pomaga mamuśkom, których podstawowym codziennym ruchem jest branie pilota do ręki i sięganie do lodówki...). Postanowiła mnie "zatapować" i poleciła iść na rezonans magnetyczny, który "wszystko wyjaśni". Tapowanie polega na oklejeniu pleców taśmami, które mają wspomóc pracę mięśni. Ale mnie mięśnie nie bolą!! Czemu tego nikt nie rozumie?

Spłakana i zrezygnowana zostałam odwieziona do domu i próbowałam znaleźć sobie jakieś miejsce, pozycję, która ulży mi w bólu. Tylko w miarę nieruchome siedzenie pomagało. I leżenie bez ruchu na plecach. Tyle że to drugie już nie pozwalało na samodzielne wstawanie. Czekałam na Miśka aż wróci z pracy i pomyślimy co dalej. W międzyczasie załatwialiśmy neurologa i rezonans. Udało się na jutro (oczywiście prywatnie za ciężkie pieniądze) więc pełna nadziei czekam. Miśka kolega jeszcze odstąpił nam wizytę u swojego biomechanika od kręgosłupów, również na dzień jutrzejszy. Po wizycie u tej młodej byłam nastawiona super negatywnie, ale skoro kolega, który jest lekarzem i rehabilituje się u niego po ciężkiej operacji kolana poleca - spróbujemy.

Misiek wrócił z pracy. Udało mi się wstać z krzesła, cały czas zgodnie z zaleceniami grzałam plecy termoforem, poszłam pod prysznic - więcej ciepłej wody. Wychodząc spod niego z ogromnym bólem - zemdlałam. Ból był zbyt silny, odcięło mnie.

Wezwaliśmy pogotowie. Państwowo stwierdzili, że nie przyjadą, bo kobieta w ciąży, ból wygląda na rwę kulszową, oni nic nie poradzą - brać Apap, leżeć na plecach z nogami uniesionymi jak na krzesełko i czekać aż przejdzie. SŁUCHAM???? Wyję z bólu. Podnoszenie mnie z podłogi po zemdleniu trwało ponad godzinę i zostało okupione krzykami i płaczem. A oni każą czekać aż przejdzie. Byłam załamana i przerażona. A jeżeli jutro będzie jeszcze gorzej?

Misiek zadzwonił do prywatnego lekarza, który zgodził się przyjechać. Był środek nocy, ja nie byłam w stanie panować nad bólem. Lekarz internista przyjechał, zapytał się jaki to ból (dół pleców, promieniujący przez lewy pośladek teraz już do kolana). Rwa kulszowa. Brać apap. I Relanium! Leżeć na płasko ze zgiętymi kolanami i czekać aż przejdzie. Iść na taping. Poryczałam się. Gówno gówno gówno. Ból jest obezwładniający i nie dający myśleć, oddychać. Apapy nie pomagają, a przecież nie mogę brać ich za dużo, bo zaszkodzę mojemu małemu potworkowi, który ma dopiero 14 tygodni.

Dzień następny. Ból jest nie do opisania. Wstawanie trwa pół godziny i kończy się płaczem. Mieszkamy na 4 pietrze bez windy. Schodzenie po schodach trwa ponad pół godziny. Stopień po stopniu z zaciśniętymi zębami. Wsiadanie do samochodu. Neurolog. Nie da skierowania na rezonans, bo jest niepotrzebny. To rwa kulszowa. Leżeć na płasko, brać Apap (i więcej Relanium) i czekać aż przejdzie. Ewentualnie na SOR gdy ból się nasili, dadzą przeciwbólowe w kroplówce. Ja już prawie nie mogę chodzić z bólu. Gdyby nie mój Misiek, chyba bym już popełniła somobójstwo z bólu. Jestem załamana. Nikt mi nie pomoże?

Na 13 do Łukasza - biomechanika. Nie chce tam iść. Po drodze mdleję w aucie z bólu. Mam wysiąść i do niego dojść? Jak? Drogę, którą normalnie pokonałabym w 2 minuty, pokonuję dzięki pomocy mojego Miśka w 40 min. Koszmar. Łukasz otwiera nam drzwi. Każe mi zdjąć płaszcz i sweter. Stanąć na przeciwko niego. Następnie położyć się na stole. Nie daję rady. Pomaga mi więc usiąść i kładzie na prawym boku z podkurczonymi nogami. Stół jest terapeutyczny, gdzie unosi mi delikatnie biodra w górę, siada obok i rozpoczyna się wywiad, który trwa ok. pół godziny. Pierwszy wywiad, który ktoś mi zrobił. Zapytał o każdy szczegół, co boli, jak, kiedy, jak się zaczęło, kiedy nasila. Gdy leżę, ból troszeczkę robi się lżejszy. Ulga jest ogromna. Uspokajam się i lekko rozluźniam.

Diagnoza: dyskopatia. Pęknięty krążek międzykręgowy w dolnym odcinku kręgosłupa, umożliwia wypływanie jego jądra prosto na nerwy, które powodują ten wszechogarniający i przytłaczający ból. Konieczne jest sprawienie, aby jądro wróciło na swoje miejsce, a następnie pozwolenie aby krążek się zabliźnił. Najprostszym sposobem jest leżenie na prawym boku i pozwolić działać grawitacji (metoda McKenzie'go). O boże. To takie proste? Odstawić wszelkie uśmierzacze bólu, niech organizm pokazuje co wolno, a czego nie wolno. W żadnym wypadku nie leżeć na płasko, bo to powoduje dalsze wypływanie jądra i jeszcze większy ucisk na nerwy.

Powrót do domu i do łóżka. Misiek musi mnie kłaść i podnosić. Po jednym dniu, już tylko pomaga. Po dwóch wstaję sama z lekkim już tylko bólem. Ciągłe leżenie na prawym boku jest mega męczące (gdyby nie ciąża mogłabym jeszcze leżeć na brzuchu), ale już podnoszę się prawie bez bólu, chodzę prawie normalnie. Jutro mam kolejną wizytę u Łukasza.

Straszne i przerażające jest to, że gdyby nie biomechanik, który poświęcił swój czas i mając odpowiednią wiedzę i doświadczenie pomógł mi, skończyłoby się prawdopodobnie ciężką operacją. I to zagrażającą ciąży. Lekarze jedyne co robią, to przepisują kolejne recepty i puszczają Cię wolno, niech przejdzie. Leczą objawy, a nie choroby. To jest straszne.

Na dziesiątkach forów są wpisy o bólach takie jak moje. Wszędzie jest, że lekarze nie wiedzą co mi jest, nie wiedzą jak mi pomóc, ból jest straszny, operacja, wstrzykiwanie znieczulaczy w kręgosłup.... Straszne. Tymczasem rwa kulszowa jest tylko objawem, a nie chorobą! To wszystko jest naprawdę przerażające. Chyba jednak starym zwyczajem będę nadal omijać lekarzy szerokim łukiem, a spawa niedokształcenia znachorów powinna być mocno nagłośniona. Każdy z nich chciał zrobić mi krzywdę, żebym tylko sobie poszła i mogli przyjąć kolejnego nieszczęśnika. Jestem oburzona dogłębnie poziomem wiedzy naszej służby zdrowia (także prywatnej).

Jutro wizyta. Dostanę kolejne zalecenia. Tymczasem wracam na mój prawy bok, czytać książkę:)


 

18 komentarzy:

  1. Niestety też mam przyjemność obcować ze schorzeniem jakim jest dyskopatia. Przede wszystkim regularne ćwiczenia i delikatny sport! To jest ratunek. Przynajmniej w moim przypadku póki co udaje się nieco poprawiać stan i zapominać powoli o rwie kulszowej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zostałam postawiona na nogi w kilka tygodni. Dobry fizjoterapeuta potrafi zdziałać naprawdę wiele. W chwili obecnej nie mam absolutnie żadnych objawów czy powikłań. Naprawdę nie warto słuchać się neurologów, którzy od razu chcieliby nas wrzucić na stół operacyjny lub każą "przeczekać i dużo odpowczywać". Rwa jest objawem choroby, a nie chorobą samą w sobie!

      Usuń
  2. Proponuję wizytę u osteopaty. Mam podobny problem tyle, że w odcinku szyjnym i lędźwiowym plus rwa z obu stron. Terapia trochę trwa i na początku w ciągu 24h może boleć bardziej ale naprawdę widać mega efekty! Osteopata ma zupełnie inne podejście niż typowy fizjoterapeuta, nie leczy skutków tylko zaczyna od źródła bólu i o dziwo wszystko co boli może mieć właśnie związek z dyskopatią. Mnie np. bolało biodro, ortopeda leczył stan zapalny a osteopata wyleczył ten ból bez dotykania biodra. Polecam;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie już wszystko w porządku, przeszłam przez poród naturalny bez szwanku jak i wróciłam już do aktywności fizycznej. Jednak wskazówka cenna, zwłaszcza dla osób, które nadal żyją z bólem a lekarze albo dają recepty na kolejne tabletki przeciwbólowe albo kierują na operacje:/

      Usuń
  3. Witaj Dora, zmagam sie z podobnym problemem - czy mogłabyś podzielić się namiarami na p.Łukasza?

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj, najprościej i najłatwiej będzie zajrzeć na stronę: http://salwit.pl/ - tam znajdują się wszystkie dane kontaktowe i potrzebne informacje.

    OdpowiedzUsuń
  5. tez borykam sie z dyskopatia od 17 lat , i leczenie polegało na noszeniu gorsetu usztywniającego ( który mogł mi wyrządzić wiecej złego aniżeli dobrego) i przyjmowaniu leków rozluźniających i zastrzyków przeciwbólowych :-/ az kiedy było bardzo źle a ja zrozpaczona widmem nieuniknionej operacji wynalazłam necie fizjoterapeutę, byłam sceptycznie nastawiona ale chwytałam sie juz wszystkiego.i to był strzał w 10 !!! na początek korekcja postawy, metody McKenziego w dniu codziennym, odblokowanie poprzez masaz uciskanych nerwów i zestaw ćwiczeń -( ja je nazywam rozruchowymi ;-) bo wykonuje CODZIENNIE rano - i tak juz od 5lat ;] i jest dobrze a nawet bardzo dobrze , wiadomo zdarzaja sie gorsze dni , ale nawet "zdrowych" ludzi boli czasem kregosłup. Teraz jestem prawie w 8 miesiacu ciezy, pilnuje zeby za bardzo nie przytyć i bardzo zastanawiam się nad porodem siłami natury i jeżeli nadal nie bede miała żadnych dolegliwosći ze strony kregosłupa to spróbuje SN. słyszłam nawet opinie że ciąża czasami likwiduje bóle kregosłupa bo rozluzniaja sie miesnie i wiązadła i dysk może lepiej wrocić na swoje miejsce ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że trafiłaś na fachową opiekę. Mam nadzieję, że wszystko poszło zgodnie z planem i czujecie się z Bobasem świetnie. Ja rodziłam naturalnie, na kolanach, bo to odciążało mój kręgosłup, a personel został poinformowany i wiedział co robić. Żadnych komplikacji. Do siebie doszłam po kilku dniach, a 3 miesiące później wybiegiwałam już swoje pierwsze kilometry. Trzeba pilnować postawy i dbać o mocne mięśnie kręgosłupa. Nie ma nic gorszego niż bezruch.

      Usuń
  6. Kobieto! Uratowałaś mi życie! I Twój biochemik też! Miałam dokładnie to co Ty, i szukałam pomocy w internecie! Jak czytałam Twój blog na ww temat to tak jakbym ja go pisała! Ten sam ból! Z tym że urodziłam dzidzię pół roku wcześniej! Prawy bok mnie uratował!! Po trzech dniach prawie nie czułam bólu! Dziękuję baaardzoo i biochemikowi też! Pozdrawiam gorąco!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie się cieszę!! Życzę wszystkiego dobrego, mam nadzieję, że już nigdy stan ostry Cię nie dopadnie!

      Usuń
  7. W sumie nie wiem co komentować pierwsze. Jesli chodzi o pogotowie.. Moja mama miała rwe kulszowa kilka lat temu i mi też odmawiali przyjazdu do niej, nic ich nie obchodzilo, dopiero po telefonie do przychodni rodzinnej przyjechała pielęgniarka ze zastrzykami. Sprawa dyskopatii. U mnie zostala wykryta jeszcze w gimnazjum. Wszystkie rehabilitacje tylko pogarszaly sprawę, cwiczenia zalecone przez rehabilitantke to samo. Miałam mieć nawet operacje, ale lekarz neurochirurg stwietdzil, że mam w dobrym stanie dysk i że go nie usunie. A to że nie byłam w stanie wstać z łóżka to już go nie interesowało. Już nawet nie będę opisywać ile czekałam na wizyty, zabiegi i badania, ile sie naprosilam lekarzy o leki coraz mocniejsze. Wszystko się ciaglo przez gimnazjum i technikum. Najśmieszniejsze jest, że od ukończenia szkoły problem zniknął. Jak ręka odjal, aż do lutego tego roku. Ból pojawiał się tylko przy dłuższym chodzeniu, podnoszeniu ciężkich rzeczy. Po tych lekach ktore bralam mam teraz refluks (wykryty tez w tym roku). Teraz jestem w 12 tygodniu ciąży i już czuję, że problem wraca. Złe samopoczucie, do sklepu zajść to problem, a do tego ta dyskopatia, dobrze że lekarka daje l4 i nie muszę się meczyc w pracy (menadzerka sama mi kazała szybko przejść na l4 bo nie ma stanowiska zastepczego).. Do porodu jeszcze trochę czasu, ale już się boję jak to będzie. Ginekolog jak usłyszała historię o kręgosłupie kazała mi się zgłosić do lekarza po zaświadczenie czy sa przeciwwskazania co do porodu naturalnego. Tylko wszędzie są takie terminy, że zdarzylabym drugi raz zajść w ciążę zanim mnie przyjmą. A jeszcze co do leżenia na prawym boku. To zależy w którą stronę ból promieniuje. Mi bol dochodził już do prawej kostki i od kiedy lezalam na lewym boku (w sumie dalej tak robie) bol się zmniejszył i to znacznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro, że tak długo borykałaś się z problemem. Dla mnie większość lekarzy niestety jest niekompetentna, nie szkolą się, nie pogłębiają i nie odświeżają swojej wiedzy, przez co często leczą objawy, a nie źródło problemu. Jeżeli wypuklina jest po stronie prawej, lewy bok jest jak najbardziej wskazany (u mnie było odwrotnie, ból promieniował do lewej nogi, też aż po kostkę w ostatnim stadium, poród przy tym to pikuś). Koniecznie znajdź dobrego fizjoterapeutę, polecam mojego, ale niestety jest w Gdańsku, specjalizuje się w kobietach w ciąży. Może warto choć przyjechać na konsultacje?
      Co do porodu, moja ginekolog też twiedziła że na pewno będą przeciwwskazania do porodu naturalnego, tymczasem mój fizjo w dwa miesiące podstawił mnie na nogi, potem przychodziłam tylko kontrolnie. Rodziłam naturalnie, na klęczkach (odciąża kręgosłup), bez żadnych powikłań. Obecnie właśnie trenuję do półmaratonu i codziennie dźwigam ciężary (nie mówiąc już o 11kg brzdącu, który podnoszony jest z podłogi milion razy dziennie).
      Operacja moim zdaniem to jest naprawdę złe rozwiązanie, ostateczne, gdy absolutnie nie ma innego wyjscia. Od mojego "wypadku" poznałam mnóstwo osób z podobnym problemem, wielu już się wyleczyło, mam kontakt z conajmniej 4 mamami, które szczęśliwie urodziły pociechy, właśnie po leczeniu grawitacyjnym - metoda McKenzie'go naprawdę jest skuteczna i nieinwazyjna. Może być pierwszym krokiem do sprawdzenia czy wypuklina nie jest zbyt rozlana, albo blizny nie dają jej się cofnąć.
      Trzymam kciuki, mam nadzieję, że wszystko skończy sie szczęśliwie!

      Usuń
    2. I ja mam to samo... Jestem w 26tc i od rana nie mogę się ruszyć. Bardziej ciągnie mnie lewa strona, więc mam leżeć na prawej? Jak już uda mi się wstać to idę zgięta w lewą stronę... Gorzej niż stulatek...

      Usuń
    3. Oj oj szybko do lekarza, a najlepiej fizjoterapeuty, bo lekarz pewnie przepisze przeciwbólowe i każe leżeć:/ Ale leżenie Ci nie zaszkodzi, zatem tak jeżeli lewa ciągnie (ból promieniuje w dół bądź do góry) to na prawy bok. Proponuję również jak najmniej siedzieć, a jak już siedzieć to z wałkiem lędźwiowym. Niestety w ciąży przesuwa nam sie środek ciężkości, wiotczeją mięśnie, które podtrzymują ten nasz nieszczęsny kręgosłup i bywa różnie. Życzę, aby problemy były chwilowe! Dawaj proszę znać.

      Usuń
  8. Poważna sprawa i ciężkie schorzenie. Ale bardzo ważne jest, żeby go nie lekceważyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie noga udo pozniej kregoslup pobolewala od lutego. Bylam kilka razy u fizjoterapeuty za 1 razem pomoglo pozniej juz nie. Bylam u 2 ortopedow nikt mi nic nie pomoze jestem w ciazy. Obecnie 8 miesiac. Do soboty jakos sobie radzilam w nocy bylo najgorzej pol godziny spania godzina chodzenia do momentu ulgi. W sobote w nocy dostalam tak silnego ataku ze nie moglam sie ruszyc trafilam na oddzial ginekologiczy przyjmuje leki i jest lepiej ale nie wiem co dalej do porodu jeszcze 2 miesiace boje sie ponownego ataku. Czytajac blog zastanawiam sie kto to biomechanik nie slyszalam o kims takim w mojej okolicy. Bardzo sie boje jak dotrwam do porodu i jak go przezyje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli ma ktos podobne doswiadczenia prosze napisac czy takie ataki moga wrocic jak przebiegal porod i po porodzie mnie rowniez strasza opeacja

      Usuń
  10. Rodziłam naturalnie, w kuckach:) bez problemów, choć plecy dawały w kość. Dopiero ostatnia kilkuminutowa faza była na leżąco. Jeszcze dwa miesiące co tydzień-dwa chodziłam na fizjoterapię, gdyż wtedy Łukasz mógł dotrzeć dopiero do mięśni głębokich na brzuchu. Po dwóch miesiącach przebiegłam pierwsze 2 km, niewiele później - 5. Obecnie dźwigam ciężary i wbiegam na 4 piętro z 16kg córą w ramionach. Bardzo się cieszę, że nie dałam się pokroić.

    OdpowiedzUsuń