poniedziałek, 29 września 2014

Wkurzam się...

Dlaczego się wkurzam? Złoszczę? Irytuję? Bo ludzie są niereformowalni.... Otóż proszę, oto powody:

1. Naprawdę, jeżeli zastąpisz chipsy suszonymi owocami, makaron zwykły pełnoziarnistym a chleb pszenny żytnim - NIE OGRANICZYSZ KCAL!! Będziesz się jedynie zdrowiej odżywiać.

2. Żrąc tabletki odchudzające, kupując zupki czy żywiąc się innym marketingowym syfem nie staniesz się magicznie modelką - TO BAJKI, to nie sposób na zrzucenie wagi

3. Jak będziesz chudnąć, schudną też twoje cycki i nic na to nie pordziasz, cycki są z TŁUSZCZU i gruczołów - nie da się ich wytrenować, powiększyć ćwiczeniami czy też magicznie sprawić by urosły. To stanie się tylko za sprawą operacji plastycznej - pogódź się z tym!

4. Nie da się schudnąć TYLKO z ud, albo TYLKO z bioder. Owszem, każdy organizm reaguje na pewne ćwiczenia inaczej, ktoś ma tendencję do odkładania tłuszczu tu, inny tam, ale żadne ćwiczenia izolujące nie sprawią, że schudniesz tylko z brzucha a cycki i dupa zostaną. TO JEST NIEMOŻLIWE!

5. Nie, nie potrzebujesz SUPER SPECJALISTYCZNYCH CIUCHÓW do ćwiczeń. Chcesz zacząć? Wyciągnij stary dres i podkoszulek męża i ZACZNIJ. Legginsy z Lidla za 34,5 czy buty z h&m i tak nie są specjalistyczną odzieżą....

6.  Jeżeli ograniczysz drastycznie kcal, to nie schudniesz na TRWAŁE tylko na CHWILĘ. Plus spowolnisz sobie metabolizm - brawo! Efekt jojo jest tuż za rogiem.

7, Nie, jeden pączek nie spawia, że zaprzepaściłaś cały wysiłek, jeden drink nie nadmucha z powrotem Twojego tyłka - ale JEDEN. To nie jest powód do poddania się. Każdy ma chwile słabości.

8. Nie istnieje DIETA CUD! Po prostu jej nie ma! 

9. Nie wciskaj KITU, że próbowałaś już wszystkiego i nadal nie możesz schudnąć. Lepiej zacznij spisywać co pożerasz codziennie - bez oszustw. Że ruszasz się i zabijasz na siłowni, a efektów nie widać - ile już ćwiczysz? DWA TYGODNIE spędziłaś na rowerku, czytając Womens Health? - proszę cię...

10. Pierwsze zrzucone 5 kg to NIE TŁUSZCZ - to woda. Lub mięśnie - zależy jak sie odżywiasz. Wróci za chwilę. 

11. Ćwicząc siłowo NIE STANIESZ się Pudzianem. Myślisz, że to takie proste? Że taka masa mięśniowa robi się od podrzucania 16 kg odważniczka. No naprawdę...

Mam tego więcej. Dużo więcej. Chcesz być szczupła? Wysportowana? Zadbana? Więc przestań wpierdalać, ćwicz i dbaj o siebie. Koniec. KROPKA. Proszę - oto przepis na sukces. Gadaniem NIC nie zdziałasz. Miauczeniem. Czy płakaniem w poduszkę. Stań się silna. Bądź

No i jeszcze się wkurzam, że jestem już 4 dni po terminie porodu....

środa, 24 września 2014

W roli głównej: błonnik

Wiemy, że jest ważny, ale czy wiemy czym jest? Błonnik to części roślin, które nie są trawione i wchłaniane w naszym układzie pokarmowym. Będąc w ciąży naprawdę doceniłam jego "dobroczynne" właściwości i myślę, że każda Mama przyzna mi rację:)

Ok, do czego nam ten błonnik, o którym tyle się mówi? Pomaga i to bardzo:

  • w obniżeniu złego cholesterolu
  • w wypróżnianiu (zaparciach/biegunkach) oraz gdy pojawią się hemoroidy 
  • w obniżeniu poziomu trójglicerydów
  • w regulowaniu poziomu glukozy we krwi (stabilizuje)
  • w walce z otyłością
  • w oczyszczaniu organizmu z toksyn i metali ciężkich

W Polsce spożywamy go dość niewiele - ok. 15g. Minimum to 20-30g aby nasze orgaznimy funkcjonowały jak się patrzy (dla przykładu w krajach mniej rozwiniętych spożywa się go nawet 60-80g, gdzie choroby układu wydalniczego są prawdziwą rzadkością).

Musimy jednak pamiętać, iż błonnik musi iść w parze z wypijaniem odpowiedniej ilości wody (ok. 2 litrów dziennie). Wchłania on bowiem wodę w jelitach, co może doprowadzić do jeszcze gorszych zaparć. Może też utrudniać wchłanianie niektórych mikroelementów, tj. żelaza, cynku czy wapnia - pamietajmy zatem o równoważnej, pełnowartościowej diecie.


Jakie produkty zawierają najwięcej błonnika? Między innymi:
  • awokado
  • bób
  • brukselka
  • chrzan i pietruszka
  • zielony groszek
  • karczochy
  • korzeń selera
  • fasola i soja (aż 15g na 100!)
  • soczewica
  • daktyle i żurawiny
  • jeżyny i maliny
  • marakuja (aż 15g na 100!)
  • porzeczki
  • wszystkie suszone owoce, zwłaszcza śliwki, brzoskwinie i figi
  • mak (aż 20g na 100!)
  • orzechy, zwłaszcza kokos
  • pełnoziarniste pieczywo (zwłaszcza polecam razowy żytni chlebek z soją i słoneczkiem)
  • otręby pszenne (ponad 40g na 100!)
  • płatki pszenne, żytnie i jęczmienne
  • kasza jęczmienna i gryczana
  • brązowy ryż


Starajmy się jeść pełnowartościowe produkty, a nie przyjmować kapsułki, tabletki i inne proszki. Gdy będziemy się zdrowo i racjonalnie odżywiać, apteki i sklepy z suplementami mogą dla nas nie istnieć!

A gdy napadnie nas ochota na coś słodkiego zjedzmy batonik muesli lub bounty - ze względu na dużą ilość wiórków kokosowych ma dużą ilosć błonnika. Pamiętajmy jednak, że to prawdziwa bomba kaloryczna. No i jeszcze jest popcorn;)

40. tydzień ciąży

Wygodna pozycja nie istnieje. Wszystko boli. Puchnę. Najchętniej bym tylko spała, ale nie mogę za długo leżeć bo drętwieję. Zgaga. Ból pleców. O bosze! Dzieciuchu wychodź!

Musimy jeszcze kupić łóżeczko. Zamierzamy na początku trzymać bejbika w głębokim wózku - sprawdza się to u mnie w rodzinie od lat, zatem będzie kontynuacja. Poza tym wydaje się, że wszystko mamy. Trwamy w oczekiwaniu.

Kilka tygodni temu byłam u fryzjera. Obcięłam moje do pół pleców długie włosy i nie żałuję. Jest mi o niebo wygodniej. Powinnam znów pójść już poprawić, aczkolwiek myśl o siedzeniu w fotelu bez ruchu, gdy mała kopie jak szalona przyprawia mnie o mdłości. Zatem - po porodzie.


Teraz zapuszczamy;) Mój Misiek był bardzo dzielny i nawet zafundował mi zmianę fryzury, choć wiem, że uwielbia długie włosy. Kocham mojego wspierającego małża:)

Oczekiwanie jest okropne. Za trzy dni wyzaczony termin. Jak długo jeszcze przyjdzie mi się męczyć z moim brzuszyskiem i rozluźnionymi stawami? Trzymam kciuki, że niedługo. Dobiłam do 87 kg! Czyli na liczniku 22 przybrane kg w ciąży. No i dzidziuch waży już 4 kg. To dopiero będzie zabawa jak się zacznie poród...

środa, 17 września 2014

Już od jutra....

Cały czas mnie to męczy. Skąd się bierze u nas ta potrzeba przekładania rzeczy na później, na jutro, na za tydzień? Zaobserowałam to też u osób wcale nie leniwych. Brak czasu, brak chęci, brak wystarczającej ilości energii? Brak czego?

To dotyka tak wielu sfer naszego życia - nie tylko sportu, czy sposobu odżywiania się, pracy, ale także nauki, sprzątania czy innych codziennych obowiązków. Już od jutra zacznę biegać. Muszę zacząć zdrowiej się odżywiać - zacznę od jutra, bo dziś zrobię sobie pożegnalną pizzę. Od juta będę sie uczyć godzinę dziennie. Zawsze chciałam podróżować - zacznę w przyszłym roku.

Niejednokrotnie odkładamy rzeczy, które chcemy zrobić. Tylko czy naprawdę naprawdę chcemy? Jak by to powiedział mój Misiek - jak chce Ci się pić nie zamawiasz frytek, a skoro zamawiasz frytki to wcale nie chce Ci się pić... 

Zachodzę w głowę skąd to przekładanie bierze się u mnie. Jestem w tym prawdziwym mistrzem!

Ciekawy artykuł przy okazji moich przemyśleń znalazłam na blogu Zbyszka Ryżaka apropos tego jak myślimy o sobie w przyszłości - warto, bo ciekawe [click].

Tymczasem ja walczę nadal ze sobą. Jestem na etapie analizy.... No i czekam na godzinę "W" - dziecko postanowiło zostać we mnie do końca świata najwyraźniej i wyjdzie gdy dostanie pierwsze zaproszenie na imprezę z okazji czyjejś 18-stki...


wtorek, 16 września 2014

Pokonać siebie?

Obudziłam się dziś rano z dziwnym uczuciem. Uczuciem trudnym do zidentyfikowania. Zaczęłam grzebać po sieci i przypadkiem trafiłam na bloga pokonacsiebie.com, który wydobył ze mnie pewną myśl: jestem leniem.... Całe życie kombinuję jak zrobić coś później, jutro, za tydzień, za miesiąc, a najlepiej żeby samo się zrobiło, a ja otrzymam jedynie efekty. Nawet studia zajęły mi ponad 10 lat!

Jak wiele rzeczy wciąż czeka niezrealizowanych, jak wiele marzeń i planów snuje się gdzieś w tyle mojej głowy - tego nie da sie policzyć na palcach obu rąk. I tam zostają... Niedługo będę Mamą. Ja? Ja jeszcze nie jestem świadoma siebie i tego "kim chce zostać jak dorosnę", a tymczasem mam być "role model" dla kogoś innego? To jest przerażające. Zawsze było mi łatwiej pchać innych do działania niż kopnąć w tyłek samego siebie. Nie poddaję się. Ja po prostu rzadko zaczynam... 

Przerażający jest fakt, że uświadamiam to sobie i chcę to zmienić, a mimo to myślę - no pewnie, już od jutra będzie lepiej, inaczej, łatwiej. Jak się zresetować? Jest to w ogóle wykonalne w moim przypadku? Jak pokonać samego siebie?



Kilka obrazków ku pokrzepieniu duszy - 3Miasto by Miś i jego iPhone:)


Molo w Orłowie



Sopot

Stocznia Gdańska

Port w Gdyni



piątek, 12 września 2014

9. miesiąc


Jestem ogromna. 38. tydzień. Wczoraj już myślałam że to "już". Ktokolwiek twierdzi, że skurcze próbne nie są bolesne powinien zostać skazany na długie i bolesne tortury.

Zatem czekam. Coraz bardzej niecierpliwie, jako że nie mogę się już ruszać. Do wstania z łóżka potrzebuję prawie że dźwigu, sikam co pół godziny (w nocy co godzina jupi!), moje kostki przestały istnieć, nawet pierścionek zaręczynowy leży grzecznie na półce bo się nie mieści na moje serdelki.
Jestem non stop głodna a po dwóch gryzach - najedzona i tak w kółko. Och proszę, niech już to się skończy!

Posumowując? Do tej pory przytyłam 19kg. Wyglądam i czuję się jak mamut (dosłownie i w przenośni, bo ogolenie nóg graniczy z cudem:D). Poruszam się jak morświn na lądzie o kaczym chodzie. Stan błogosławiony? Śmiem wątpić:)

Dziecko waży już ponad 3,5kg - w końcu z mamuciej jest rodziny... 3majcie kciuki, za chwilę godzina "W". Potem trzeba się będzie odnaleźć w nowej rzeczywistości. Dobrze, że mój kręgosłup został naprawiony, inaczej byłabym teraz w czarnej dupie...