niedziela, 16 marca 2014

W oczekiwaniu na normalniejszą normalność

Nie wolno mi biegać, skakać, wykonywać gwałtownych ruchów, schylać się, niczego podnosić... Nie wolno za dużo siedzieć, za dużo stać... Jestem tym wszystkim zmęczona:/ Mdłości mi minęły i ból brzucha także, jednak ogólne zmęczenie nadal trzyma swoją wartę i najwyraźniej nigdzie się nie wybiera. Mogłabym spać na okrągło. Jestem ociężała i humorzasta i kosmicznie boli mnie dół pleców. Wszyscy krzyczą: to za wcześnie! Szkoda, że nikt tego nie powiedział mojemu układowi nerowowemu, który wysyła jasne sygnały w postaci niezłego napieprzania...

No cóż. Już nie raz to mówiłam, powtórzę raz jeszcze - ciąża jest przereklamowana! Przynajmniej ta, do której ja zostałam nominowana. Jestem już starym tyłkiem, domyślałam się że (o ile w ogóle kiedykolwiek zaskoczymy z Miskiem) to nie będzie lekko. Dodatkowo mam ciągłą paranoję, że coś się stanie, co wcale nie pomaga. Stres zabija. Nie tylko ludzi, ale i małe potworki, które się dopiero tworzą. Mam nadzieje, że mojemu potworkowi jest wygodnie i ma wszystko czego mu trzeba.

Nie zajęłam się zestawami ćwiczeń, gdyż nie byłabym w stanie ich przetestować. Staram się robić codziennie kilka przysiadów (zawsze celem jest 100, na razie udało się to 3 razy:) i pomiędzy seriami unosić nogę do boku. Pomaga to rozluźnić mięśnie i kręgosłup troszkę mniej doskwiera. Pomijam już że wejście na 4 piętro to jest absolutny wyczyn i zadyszka jest niczym po przebiegnięciu 5 km sprintem, ale to podobno mija w II trymestrze - już zatem niedługo:) czekam z utęsknieniem.

Tymczasem przejrzałam swoją szafę i mam dosłownie kilka rzeczy w które obecnie się mieszczę. Jestem obrażona na sklepy ciążowe i nie zamierzam nic w nich kupować. Jakoś sobie radzę - zbuszowałam allegro i zakupiłam jedne jeansy, wyciągnęłam wszystkie oversize'owe bluzy i sukienki i zamierzam się ich trzymać. Do lata jeszcze jest kawałek, potem będę się martwić o letnie kreacje.

Byłam z przyjaciółką wczoraj na zakupach i w efekcie nabawiłam sie depresji. Kolekcje są fantastyczne, jest z czego wybierać - króluje biel i żółty, które wyjątkowo wpasowują się w moje upodobania. Tymczasem nic z tych rzeczy nie jest mi teraz dane. Jednak pomarzyć wolno. Oto co mnie zachwyciło:

bluzka ZARA - 169 zł, torebka ZARA - 199 zł
spódnico - spodnie ZARA - 149 zł, sandałki ZARA - 149 zł
bransoletka lilou  - 190 zł, okulary Reserved - 39,90 zł

marynarka ZARA - 369 zł, top ZARA - 169 zł
spodenki ZARA - 169 zł, buty RIVER ISLAND - 385 zł
kopertówka  HENRI BENDEL - 605 zł, bransoletka lilou - 170 zł
kolczyki kama4you - 9,90 zł

Mogę zaszaleć z dodatkami i może na pocieszenie tak zrobię:) Będąc praktyczną zakupiłam jednak buty - wieczne i ponadczasowe w wesołym kolorze - trampki! Będą pasować do każdego mojego oversize'owego ciucha i luźnych dresów.


piątek, 28 lutego 2014

Początek nowego

Troszkę innego nowego, niż mogliście pomyśleć na początku:)

W styczniu byliśmy na Kaukazie - wybraliśmy Gruzję jako miejsce białego szaleństwa w tym roku, zaciekawiła nas bowiem swoją egzotycznością. Było bardzo ciekawie, dużo free ride'u i wyobraźcie sobie - nawet śnieg był!:)


Stoki niezatłoczone (byliśmy jeszcze przed sezonem) i ceny niskie. Jednym słowem - polecam!

Przez prawie cały wyjazd byłam jęcząca i skrzecząca, mdliło mnie (byłam przekonana, że jedzenie mi nie służy - duuuużo smażonego i podrobów, jak jeszcze teraz o tym myślę to fuj fuj) i prawie w ogóle nie spałam. Dopadła mnie bezsenność pierwszy raz w życiu! Koszmar. Dodatkowo strasznie szybko się męczyłam - brakowało mi oddechu po wbiegnięciu na małą górkę, w połowie zjazdu musiałam się zatrzymać i odetchnąć - ja? Z taką kondycją? Hmmm.... Dziiiiwne

Jeszcze na wyjeździe rozplanowałam treningi na luty, byłam pełna zapału i ostro przygotowana. Jednak pojawiła się słodka przeszkoda na drodze moich planów. Po powrocie do kraju test mi powiedział co wiedział. Mój Miś jest wniebowzięty, a ja się już pożegnałam z moim kaloryferkiem na brzuchu:)

źródło
Na Endomondo, żeby zachęcić znajomych do ćwiczeń utworzyłam rywalizację, którą nazwałam: "Wakacje bez brzucha". Można powiedzieć, że już przegrałam:):):)

Trzeba robić nowe plany:) Niestety chwilowo musiałam zarzucić jakąkolwiek aktywność z powodu niskiego poziomu hormonów podtrzymujących, ale basen wchodzi w grę. Wygrzebałam zatem już kostium, a mój Miś obdarował mnie sportowym dla pań z wielkim brzuszyskiem (jeszcze troszkę poczeka, ale na pewno z niego skorzystam;) Nooo i spaceruję. Staram się dreptać z pracy do domu, gdy jest ładniejsza pogoda - 4,5 km, wiec spacer nie należy do żałosnych;)

Nie zamierzam być ciężarnym kanapowcem, jednak muszę poczekać aż organizm sobie poradzi z tą całą równowagą biologiczno - chemiczną. Mdłości minęły (alleluja), a ja prowadzę ostry research co jest "do" a co "don't". Zakupiłam już lżejsze ciężarki, będzie ciekawie.

Już niedługo - plan treningowy dla pierwszego trymestru!:)



niedziela, 23 lutego 2014

Inspiracje z przeszłości - Biggest Loser 4

Ostatnio bardzo głośno jest o fenomenalnej metamorfozie Rachel Frederickson, która zwyciężyła w ostatniej edycji amerykańskiego The Biggest Looser. Kobitka zrzuciła 60% swojej masy ciała ćwicząc po 6 godzin dziennie i spożywając TYLKO 1600kcal w ciągu doby. Masa dyskusji, masa krytyki i nagonka - tych, co naprawdę zdają sobie sprawę jaką krzywdę wyrządzała sobie i swojemu ciału oraz tych, którzy po prostu zazdroszczą - mówią jaka jest głupia pogryzając batonika na kanapie. Podziwiam u niej samozaparcia, ale jestem całkowicie przeciwna takim metodom. Człowiek po to się odchudza doprowadzając do prawidłowej wagi ciała, ćwiczy i zmienia sposób żywienia, aby stać się zdrowym, żyć dłużej i szczęśliwiej, a nie wyniszczyć do końca swoje już zmaltretowane górą tłuszczu ciało i wpędzić szybciej do grobu. Przypuszczam po cichu i pod nosem, że najwięcej roli odegrały tu tysiące dolarów, które były stawką w grze.
Teraz pytanie - czy uda jej się utrzymać sylwetkę, którą niczym rzeźnik wyczarowała dla siebie - to moze okazać się nawet trudniejsze niż zrzucenie tych strasznych kilogramów. Pamiętajcie - komórki tłuszczowe nie znikają - ulegają jedynie utajnieniu, przysuszeniu i czekają na moment, kiedy będą mogły się znów pożywić i powiększyć. Organizm też pamięta swoją wagę, w której czuł się najlepiej i będzie dążył do jej osiągnięcia.

Tymczasem ja, mając ostatnio sporo łóżkowych dni, skończyłam oglądać The Biggest Looser sezon 4. Wygrali dwaj bracia bliźniacy: Bill i Jim gubiąc ok 50% masy swojego ciała. Są też jednymi z niewielu, którzy nadal pozostają szczupli i wysportowani, dając przy okazji innym rady jak wytrwać w ciężkich chwilach i jak utrzymać ciężko wypracowane ciało.

źródło: http://www.weightlosstwins.com/

Poniżej inni uczestnicy w kolejności tracenia wagi. Jest co podziwiać - martwi fakt, że 90% z nich wygląda teraz niestety tak samo, jak przed przemianą... Co myślicie o nich? Czy to też nie są zbyt szybkie (jak dla niektóych) przemiany? A niektórzy w ogóle się nie starali?


Lezlye - odpadła jako druga z programu
Waga przed - 116 kg
Zrzuciła - 25 kg, co daje 21,57 % masy ciała


Patty - odpadła jako czwarta z programu
Waga przed - 127 kg
Zrzuciła - 29 kg, co daje 22,86 % masy ciała


Amber - odpadła jako pierwsza z programu
Waga przed - 134 kg
Zrzuciła - 38 kg, co daje 28,47 % masy ciała


Bryan - odpadł jako dwunasty z programu
Waga przed - 157 kg
Zrzucił - 55 kg, co daje 35,26 % masy ciała


Ryan - odpadł jako dziewiąty z programu
Waga przed - 170 kg
Zrzucił - 60 kg, co daje 35,56 % masy ciała


Phil - odpadł jako szósty z programu
Waga przed - 183 kg
Zrzucił - 66 kg, co daje 35,98 % masy ciała


Jerry - odpadł jako trzeci z programu
Waga przed - 135 kg
Zrzucił - 50 kg, co daje 37,04 % masy ciała


Nicole - odpadła jako trzynasta z programu
Waga przed - 127 kg
Zrzuciła - 48 kg, co daje 37,63 % masy ciała


David - odpadł jako ósmy z programu
Waga przed - 167 kg
Zrzucił - 63,5 kg, co daje 38,04 % masy ciała


Amy - odpadła jako dziesiąta z programu
Waga przed - 135 kg
Zrzuciła - 57 kg, co daje 42,42 % masy ciała


Kae - odpadła jako jedenasta z programu
Waga przed - 102 kg
Zrzuciła - 44 kg, co daje 43,11 % masy ciała


Jez - odpadł jako siódmy z programu
Waga przed - 156,5 kg
Zrzucił - 68 kg, co daje 43,48 % masy ciała


Neil - odpadł jako ostatni z programu (najcięższy uczestnik)
Waga przed - 191 kg
Zrzucił - 96 kg, co daje 50,12 % masy ciała


Jim - odpadł jako piąty z programu (wygrał II nagrodę)
Waga przed - 164 kg
Zrzucił - 84 kg, co daje 51,25 % masy ciała




FINALIŚCI



Isabeau
Waga przed - 135 kg
Zrzuciła - 51 kg, co daje 37,92 % masy ciała


Hollie
Waga przed - 116 kg
Zrzuciła - 48 kg, co daje 41,18 % masy ciała


Jullie
Waga przed - 99 kg
Zrzuciła - 44 kg, co daje 44,50 % masy ciała


Bill - wygrał
Waga przed - 151,5 kg
Zrzuciła - 74,5 kg, co daje 49,10 % masy ciała


czwartek, 16 stycznia 2014

My się napychamy a nasz organizm....

Siadamy do stołu, mijamy wystawę sklepową ulubionej cukierni, oglądamy kartę dań w ulubionej restauracji i zaczynamy wcinać:)
W pierwszej minucieNasze kubki smakowe (mamy ich ok. 10 tysięcy), działają jak czujniki – kiedy otrzymają bodziec w postaci jakiejś smakowitości, wysyłają sygnały o odczuwanej przyjemności do mózgu - „Więcej, proszę!”. Podczas żucia pożywienia, enzymy w ślinie rozkładają cukry i skrobię z jedzenia, który zjadamy.
W ciągu 5 minutNasz żołądek już gorączkowo pracuje, żeby rozpuścić pokarm, który właśnie zaczął do niego trafiać, a następnie przetransportować go dalej – do jelita cienkiego. Stamtąd substancje odżywcze, takie jak tłuszcze i białka, wchłonięte przez kosmki jelitowe trafiają do krwioobiegu.
W ciągu 15 minutZarówno żołądek, jak i jelito cienkie mają dość i ostrzegają nasz mózg za pomocą hormonów, że więcej już nie są w stanie zmieścić. Z jelita cienkiego uwalniany jest peptyd YY, który pobudza neurony w obszarze jądra łukowatego w podwzgórzu do uwalniania w ośrodku sytości substancji chemicznych powodujących uczucie sytości i zanik apetytu. Jeżeli jednak pochłaniamy jedzenie z prędkością światła, mózg dostanie te ważne informacje prawdopodobnie dopiero wtedy, gdy zmieciesz już z talerza dokładkę jedzenia. Warto więc jeść powoli.
W ciągu 30 minut
Jeżeli nasz posiłek był słony nasze naczynia krwionośne mogą się stać nieco mniej elastyczne. Jeśli na co dzień dodatkowo nie ograniczamy ilości soli w diecie, może dojść do trwałego zesztywnienia naczyń, co podnosi ryzyko chorób serca.
W ciągu pierwszej godzinyJeżeli skusimy się na deser poziom insuliny wzrośnie, gdyż nasz organizm próbuje kontrolować cukier, którego nadmiar pochodzący ze zbyt obfitego posiłku krąży w krwioobiegu w postaci glukozy.
Po 1 godzinieZaczynamy być senni i ociężali - jest to skutkek przesadnie wypchanego żołądka. Wysyła on do mózgu sygnał, że należy przejść w tryb „odpoczynek i trawienie”. Mózg w odpowiedzi kieruje całą dostępną energię ku procesom trawiennym. Skupienie może być w tej chwili niewykonalne.Dodatkowo nasz wypchany jedzeniem żołądek jest rozciągnięty jak balon (na szczęście jest elastyczny) i prawdopodobnie uciska otaczające go narządy, co może powodować bóle brzucha oraz mdłości. 
Po 1-2 godzinachNasza wątroba napracowała się, żeby przekształcić obiad w składniki odżywcze, które inne narządy będą mogły wchłonąć. Jeśli mamy szczęście i rezerwy węglowodanów nie są jeszcze zapełnione to większość tłuszczu i kalorii spożytych przez nas zostaną zamienione w krótkotrwałą energię. Jeśli ćwiczyliśmy przed objadaniem się, ubytki w rezerwach będą większe, a więc więcej kalorii powinniśmy spalić od razu. Są na to szanse, chociaż wpakowaliśmy w siebie dwa razy tyle, ile potrzebuje nasz organizm.
Jeśli rezerwy energetyczne nie zostały przed posiłkiem wyczerpane, oznacza to, że nadmiar energii z właśnie pochłoniętej masy jedzenia przekształci się w odkładane w organizmie trójglicerydy, które mogą niestety zostać zmagazynowane w komórkach tłuszczowych w okolice naszych brzuchów, tyłków i ud.
Po 2 godzinachNareszcie nasz żołądek znów jest pusty, wątroba może zacząć odpoczywać, cukier w naczyniach krwionośnych wrócił do normy, a my znów możemy jasno myśleć. Miejmy nadzieję, że o tym, że od teraz jemy mniej, wolniej i bardziej świadomie.
[źródło: Women's Health]

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Zabiegana

Dawno mnie tu nie było, aż wstyd. Listopad minął pod znakiem chorowania i zabiegania, ale udało mi się ostatecznie spalić moje minimalne 7 tys. kcal:) - nadrobiłam


Grudzień jak na razie wygląda nieźle. Wróciła na moje treningi kick boxingu - trener daje w kość przez bitą godzinę. Czasem wracam do domu mniej więcej czołgając się:)
Jednakże opuściłam się strasznie - nie mając czasu (ale głównie z lenistwa) przestałam gotować w domu i jem w połowie niedopuszczalnie.Zaczęłam powoli to korygować. Mam zamiar w ten weekend usiąść i zaplanować sobie posiłki do końca miesiąca. Wtedy będę wiedziała jakie zakupy spożywcze powinnam zrobić. Zakochałam się też w zakupach on-line: Alma i Tesco to moje faworyty. Nie tracę czasu, nie kuszą mnie serki pleśniowe i inne cuda z półek, gdy wokół nich krążę:)

Tymczasem wprowadziłam nowe "coś" do moich poranków. Co tydzień znajduję filmik 10-15 minutowy i robię sobie poranną rozgrzewkę - budzę się przy tym, napędzam na cały dzień, a zmiany co tydzień na nowy mikro trening sprawia, że się nie nudzę. W tym tygodniu mam 10 minutowy trening, po którym czuję się mocno rozgrzana:)