To ja całymi dniami lulam Ciućmoka, bujam aż odpadają mi ręce i plecy. Karmię biednym zjedzonym cyckiem. Albo drugim zjedzonym jeszcze bardziej. To ja wstaję do niej w nocy za każdym razem gdy 'milejdi' zawoła bądź uniesie się płaczę i udostępniam bar mleczny czasem co godzina poczas moich godzin upragnionego snu. Tymczasem mój Misiek przesypia całe noce. Na jej płacz nawet nie zaburzy mu się rytm chrapania. Wstaje codziennie z podkrążonymi i opuchniętymi oczami po całonocnym porządnym spaniu i to jemu ludzie współczują jaki jest biedny, przecież mu się dziecko urodziło. No naprawdę...
Gdyby mężczyźni rodzili dzieci - ludzkość by wyginęła. All due respect panowie....
Poszedł własnie 'lulać' dziecko i po 5 miutach słyszę chrapanie dochodzące z sypialni. Ech to ja spróbuję sprawdzić czy mam jeszcze jakieś mięśnie i czy pamiętają do czego ktoś mi je umieścił tu i tam.
niedziela, 9 listopada 2014
sobota, 8 listopada 2014
Świat wspak
Mój Ciućmok ma już 5 tygodni. Niesamowite jak ten czas leci. Od koszmaru niewyspania, biegania w kółko za własnym cieniem, fizycznego bólu, gdy ciało wraca powoli do siebie, do jako takiego ogarnięcia tematu w dniu dzisiejszym. Czasem się nawet wysypiam:)
Ciućmok śpi z nami, noszę ją na rękach jak tylko tego potrzebuje, przytulam gdy tylko zapłacze i daję się wysypiać w moich ramionach w ciągu dnia, karmię cyckiem gdy woła - samobieżna mleczarnia jest zawsze otwarta, a Dzidziuch często ma gołe rączki i nóżki mimo dość niskich temperatur. Mam w głębokim poważaniu wszelkie złote rady udzielanych przez wszystkich co powinnam a czego nie powinnam robić. Można zwariować od tych wszystkich cioć i wujków dobra rada. Moje ulubione to: nie bierz dziecka jak płacze na ręce, ono cię próbuje zmusić, żebyś je nosiła. No naprawdę. Dziecko rodzi się z instynktem terrorysty i od pierwszych dni życia stosuje zawiłe techniki manipulacji na dorosłych. Proszę. Opanujcie się.
Teraz jest czas przytulania. Poczucia bezpieczeństwa. I spokoju pełnego brzuszka.
Tymczasem ja w ramach sportu robię spacery po Gdyni:) Staram się zrobic przynajmniej 3 km, czasem zdarza się i 6, wszystko zależy od Ciućmoka - czy smacznie śpi, czy zaczyna coś marudzić. Ćwiczyć na razie a) nie mam kiedy, b) nie wolno mi póki nie udam sie do mojego fizjoterapeuty z oceną kręgosłupa. Choć nie powiem - przysiady z Dzidziuchem na rękach to jest najlepszy usypiacz świata!:)
Powoli znajduję czas na różne rzeczy. Mojego Miśka nie ma od świtu do nocy (własna firma to nie bajka z happy endem) więc jestem zdana sama na siebie. Od tygodnia już wiem jak się ogarnąć, żeby zrobić obiad - to jest big improvement proszę państwa! Przy karmieniu zaczęłam czytać książki. Ciućmok już coś widzi i zaczyna się interesować otaczającym go światem. Potrafi spokojnie poleżeć w leżaczku lub na macie edukacyjnej (prawdziwy Harvard dla bobasów) ok. 15 minut, co pozwala mi mieć troszkę czasu dla siebie. Zaczyna też spać po 2 godziny bez przerwy. Sama! W łóżeczku! Moja radość nie zna granic!
Ciućmok śpi z nami, noszę ją na rękach jak tylko tego potrzebuje, przytulam gdy tylko zapłacze i daję się wysypiać w moich ramionach w ciągu dnia, karmię cyckiem gdy woła - samobieżna mleczarnia jest zawsze otwarta, a Dzidziuch często ma gołe rączki i nóżki mimo dość niskich temperatur. Mam w głębokim poważaniu wszelkie złote rady udzielanych przez wszystkich co powinnam a czego nie powinnam robić. Można zwariować od tych wszystkich cioć i wujków dobra rada. Moje ulubione to: nie bierz dziecka jak płacze na ręce, ono cię próbuje zmusić, żebyś je nosiła. No naprawdę. Dziecko rodzi się z instynktem terrorysty i od pierwszych dni życia stosuje zawiłe techniki manipulacji na dorosłych. Proszę. Opanujcie się.
Teraz jest czas przytulania. Poczucia bezpieczeństwa. I spokoju pełnego brzuszka.
Tymczasem ja w ramach sportu robię spacery po Gdyni:) Staram się zrobic przynajmniej 3 km, czasem zdarza się i 6, wszystko zależy od Ciućmoka - czy smacznie śpi, czy zaczyna coś marudzić. Ćwiczyć na razie a) nie mam kiedy, b) nie wolno mi póki nie udam sie do mojego fizjoterapeuty z oceną kręgosłupa. Choć nie powiem - przysiady z Dzidziuchem na rękach to jest najlepszy usypiacz świata!:)
Powoli znajduję czas na różne rzeczy. Mojego Miśka nie ma od świtu do nocy (własna firma to nie bajka z happy endem) więc jestem zdana sama na siebie. Od tygodnia już wiem jak się ogarnąć, żeby zrobić obiad - to jest big improvement proszę państwa! Przy karmieniu zaczęłam czytać książki. Ciućmok już coś widzi i zaczyna się interesować otaczającym go światem. Potrafi spokojnie poleżeć w leżaczku lub na macie edukacyjnej (prawdziwy Harvard dla bobasów) ok. 15 minut, co pozwala mi mieć troszkę czasu dla siebie. Zaczyna też spać po 2 godziny bez przerwy. Sama! W łóżeczku! Moja radość nie zna granic!
wtorek, 4 listopada 2014
Droga przez inną rzeczywistość, żarłacz i domowa gehenna
Godzina zero wybiła o 3 rano 4 października. Od razu wiedziałam, że to "już", że nie jest to żaden fałszywy alarm. Drzemki przeplatane ze skurczami, a rano śniadanko. Na spokojnie. O 9 pojechaliśmy do szpitala. Badania. Oddział patologii. Regularne skurcze co 5 minut, brak rozwarcia. Potem co 2 minuty i nadal nic. Już wtedy przeniosłam się do innej rzeczywistości. Gdyby nie mój Miś, mogliby mi ukraść nerkę, a ja bym nawet nie zauważyła. Ok 15 trafiłam na porodówkę, żeby panie położne rozkręciły imprezę, I rozkręciły. O 21:58 przyszła na świat Sabinka - 4140g żywej i ciekawskiej wagi. Cały dzień jawi mi się jako kilka mrugnięć okiem. Pamiętam tylko uścisk ręki mojego Miśka, komfort jego obecności, a następnie ciężar maluszka na mojej klatce piersiowej.Pobyt w szpitalu to mordęga. Nie śpisz, nie bardzo wiesz co masz robić z Nowym Małym Człowiekiem, bo poskąpili instrukcji obsługi i wszystko cię boli. Potem do domu. Ciągła panika, że robisz coś źle, że Mały Człowiek za dużo śpi lub za mało, że się nie najada, że pieluszka zbyt pełna albo że za rzadko trzeba ją zmieniać. Mój umysł wynajdował coraz to nowe zagrożenia, choroby i dolegliwości. Do tego dochodzi niewyspanie. Brzuch, który wisi. Brak czasu na cokolwiek. Mały Człowiek żąda uwagi 24h/dobę. Bo karmisz piersią. Zakazy i nakazy. Co wolno włożyć do otworu gębowego, a czego absolutnie nie można. Bo kolka. Bo alergen. Niby powinna być radość, a zza rogu wygląga depresja, zwłaszcza że Mały Człowiek jest żarłaczem, który nie wypuszcza twojego rozkrwawionego sutka z paszczy.
Odnalezienie się w nowej rzeczywistości nie jest proste ani łatwe. Minął miesiąc od tych wydarzeń, a dopiero teraz jestem w stanie powiedzieć, że mniej więcej wiem kim jestem i gdzie się znajduję. Tylko patrzeć na siebie nie mogę:) No i tego czasu ciągle mało. Na wszystko.
czwartek, 2 października 2014
Z mojej perspektywy
Świat ostatnio wygląda tak, jak na zdjęciu obok. To nie dywanik. Ani krzywa piłka. Tylko moje wielkie brzuszysko.Chodzenie po schodach to jakiś koszmar. Ba! Chodzenie w ogóle to jakiś koszmar. Mam 22kg na ciążowym plusie, z czego 4,5 kg to moja "kruszynka", wszystko boli jak sie stoi, siedzi czy nawet leży, a dziecko najwyraźniej nie kwapi się na ten świat. Zaczynam się domyślać że powodem jest iż obiecywałam jej za każdym razem jak mnie maltrtowała od środka, że się zemszczę... To teraz mam!
Ja Ja już chce biegać, skakać, móc umyć podłogę (nigdy nie przypuszczałam, że to powiem!) i ZAŁOŻYĆ NORMALNE CIUCHY. O mamo! Jak ja tęsknie za moimi butami. Za wszystkimi 130 parami, w które teraz moje spuchnięte obłe stopy za żadne chiny upchnąć się nie dadzą. Chce moje wnętrzności z powrotem! Czytam różne fora i tak babki piszą o tym jak bardzo chcą przytulić swoje maleństwa. Ja jestem najwyraźniej ta wyrodna, bo ja po prostu chcę już swoją godność z powrotem! I wiem, że są przynajmniej dwie osoby na tym świecie, które doskonale mnie rozumieją i dzięki batman za nie. Mój Misiek i mój Madzior. Jęczę im od kilku miesięcy z tendencją wzrostową i dziękuję każdego dnia, że są i mnie znoszą:)
poniedziałek, 29 września 2014
Wkurzam się...
Dlaczego się wkurzam? Złoszczę? Irytuję? Bo ludzie są niereformowalni.... Otóż proszę, oto powody:
1. Naprawdę, jeżeli zastąpisz chipsy suszonymi owocami, makaron zwykły pełnoziarnistym a chleb pszenny żytnim - NIE OGRANICZYSZ KCAL!! Będziesz się jedynie zdrowiej odżywiać.
2. Żrąc tabletki odchudzające, kupując zupki czy żywiąc się innym marketingowym syfem nie staniesz się magicznie modelką - TO BAJKI, to nie sposób na zrzucenie wagi
3. Jak będziesz chudnąć, schudną też twoje cycki i nic na to nie pordziasz, cycki są z TŁUSZCZU i gruczołów - nie da się ich wytrenować, powiększyć ćwiczeniami czy też magicznie sprawić by urosły. To stanie się tylko za sprawą operacji plastycznej - pogódź się z tym!
4. Nie da się schudnąć TYLKO z ud, albo TYLKO z bioder. Owszem, każdy organizm reaguje na pewne ćwiczenia inaczej, ktoś ma tendencję do odkładania tłuszczu tu, inny tam, ale żadne ćwiczenia izolujące nie sprawią, że schudniesz tylko z brzucha a cycki i dupa zostaną. TO JEST NIEMOŻLIWE!
5. Nie, nie potrzebujesz SUPER SPECJALISTYCZNYCH CIUCHÓW do ćwiczeń. Chcesz zacząć? Wyciągnij stary dres i podkoszulek męża i ZACZNIJ. Legginsy z Lidla za 34,5 czy buty z h&m i tak nie są specjalistyczną odzieżą....
6. Jeżeli ograniczysz drastycznie kcal, to nie schudniesz na TRWAŁE tylko na CHWILĘ. Plus spowolnisz sobie metabolizm - brawo! Efekt jojo jest tuż za rogiem.
7, Nie, jeden pączek nie spawia, że zaprzepaściłaś cały wysiłek, jeden drink nie nadmucha z powrotem Twojego tyłka - ale JEDEN. To nie jest powód do poddania się. Każdy ma chwile słabości.
8. Nie istnieje DIETA CUD! Po prostu jej nie ma!
9. Nie wciskaj KITU, że próbowałaś już wszystkiego i nadal nie możesz schudnąć. Lepiej zacznij spisywać co pożerasz codziennie - bez oszustw. Że ruszasz się i zabijasz na siłowni, a efektów nie widać - ile już ćwiczysz? DWA TYGODNIE spędziłaś na rowerku, czytając Womens Health? - proszę cię...
10. Pierwsze zrzucone 5 kg to NIE TŁUSZCZ - to woda. Lub mięśnie - zależy jak sie odżywiasz. Wróci za chwilę.
11. Ćwicząc siłowo NIE STANIESZ się Pudzianem. Myślisz, że to takie proste? Że taka masa mięśniowa robi się od podrzucania 16 kg odważniczka. No naprawdę...
Mam tego więcej. Dużo więcej. Chcesz być szczupła? Wysportowana? Zadbana? Więc przestań wpierdalać, ćwicz i dbaj o siebie. Koniec. KROPKA. Proszę - oto przepis na sukces. Gadaniem NIC nie zdziałasz. Miauczeniem. Czy płakaniem w poduszkę. Stań się silna. Bądź
No i jeszcze się wkurzam, że jestem już 4 dni po terminie porodu....
Subskrybuj:
Posty (Atom)


