Natknęłam sie na artykuł, w którym trenerzy gwiazd wyliczają szereg artykułów żywnościowych, których sami nie jedzą i których powinniśmy unikać jak ognia, jeżeli chcemy długo wyglądać młodo, zgrabnie i atrakcyjnie. Rady z jednej strony banalne, większość z nas doskonale zdaje sobie sprawę, że każda z tych rzeczy nie wpływa pozytywnie na nasze oblicza. Zobaczcie sami - co o tym myślicie?
1. Alkohol - powoduje, że nie tylko zwalnia nam metabolizm i ciężej zgubić zbędne kilogramy, to dodatkowo jest źródłem tony pustych kalorii oraz sprawia, że wyglądamy starzej niż w rzeczywistości.
2. Winogrona i banany - lepiej wybierać inne owoce, banany są zapychaczem, a jednocześnie ma bardzo mało błonnika, więc nie sprawią, że pozostaniesz najedzony przez dłuższy czas, natomiast winogrona zawierają ogromne ilościu cukru.
3. Przetworzona żywność - nie powinniśmy jeść niczego, co w swoim składzie zawiera składniki, których nie znamy, albo nie potrafimy wypowiedzieć. Dodatkowo musimy wiedzieć, iż biały chleb, krakersy, grzanki itp. to pożywienie, które w naszym orgazniźmie przetważane jest na cukier a następnie odkładane w postaci tkanki tłuszczowej. Przetworzona żywność powoduje stany zapalne wewnątrz naszego ciała, które następnie prowadzą do różnorakich chorób.
4. Gazowane napoje (także dietetyczne) - nie mają żadnych wartości odżywczych, nie nawadniają organizmu, a dodatkowo mogą powodować próchnicę zębów, utratę masy kostnej oraz nadciśnienie tętnicze. Co więcej przeładowane są cukrem, dietetyczna słodzikami, które także nie są zdrowe (zwiększaja chociażmy możliwość wystąpienia udaru).
5. Smażone potrawy - wysoko kaloryczne, przeładowane tłuszczami trans są mega niezdrowe i niezwykle tuczące.
6. Rafinowany cukier - ta sama zasada, co przy przetworzonym pożywieniu.
7. Jogurty - powinniśmy ich unikać, gdy chcemy zrzucić zbędne kilogramy; często są przeładowane cukrem bądź jego chemicznymi odpowiednikami (czytajmy skład!).
8. Margaryna - naładowana pustymi kaloriami i tłuszczami trans - bardzo bardzo niezdrowa.
9. Gluten - powoduje wzdęcia oraz szybki spadek energii - gdy chcemy schudnąć powinniśmy go unikać (co nie jest proste, bo dodawany jest prawie do wszystkiego).
Ja chyba mimo wszystko bananów i winogron nie potrafię porzucić:) Uważam, że lepiej zjeść kiść winogron czy też nawet dwa wysoko kaloryczne banany niż batonika czy paczkę ciastek. Jest to zwyczajnie lepszy wybór.
Pamiętajcie - jesteś tym, co jesz i sam przez całe swoje życie pracujesz na swój wygląd i samopoczucie.
Chcij czuć się lepiej, chcij dobrze wyglądać, bo chcieć to móc:) Naprawdę w to wierzę!
wtorek, 1 lipca 2014
piątek, 27 czerwca 2014
Kosmetyki kosmetyki kosmetyki
Chyba nigdy w życiu nie używałam takiej ilości kosmetyków, co teraz gdy jestem w ciąży. Początkowo do kremu do twarzy, dołożyłam tylko krem na rozstępy, bo choć wiem, że tego typu kosmetyki nie pomagają dużo, to zawsze lepiej troszkę niż wcale. Rozciągająca się skóra na rosnącym brzuchu potrafi koszmarnie swędzieć, co bywa bardzo nieprzyjemne. Kremy pomagają. Współczuję babeczkom 50 lat temu...
Poskładałam do kupy wszystkie kosmetyki, jakie są w bieżącym użyciu i ze zdziwniem stwiedziłam, że jest ich cała masa! Może to kwestia dużej ilości wolnego czasu, teraz gdy jestem na zwolnieniu i mam wreszcie czas, aby zająć się sobą.
Co mogę szczególnie polecić?
- Garnier seria Czysta Skóra - ja używam kremu Active, który chyba został już wycofany ze sprzedaży (nad czym ogromnie ubolewam) oraz combo 3w1: żel - peeling - maseczka do mycia twarzy rano (wieczorem stosuję Neutrogenę, której na zdjęciu zabrakło, a nie jest niestety do kupienia w Polsce)
- Szampon i odżywka Syoss do włosów bardzo zniszczonych - nie obciąża włosów, sprawia, że włosy są puszyste i przyjemne w dotyku - zakochałam się w tym zestawie
- Krem po depilacji Avon z serii Skin so soft, którego też teraz nie mogę nigdzie dostać:(
- Krem do rąk Berkeley Square Cometics - Fig&Cherry - przyjemny zapach, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustych dłoni
- Peeleing pod prysznic do ciała Farmony Tuttti Frutti Liczi & Rambutan - pięknie pachnie, sprawia że skóra staje się gładka i przyjemna w dotyku
- Masło do ciała The Body Shop - wybieram zawsze ten o zapachu jagody (w związku z dość wysoką ceną, zawsze czekam na przeceny - ten czas właśnie nastał) - zapach na skórze utrzymuje się naprawdę długo
- Krem wzmacniający przeciw rozstępom Tołpa dermo body - specjalnie dla kobiet w ciąży i po porodzie - skóra jest elastyczna i nie swędzi, wchłania się naprawdę szybko (poprawiłabym tylko jego zapach, który kojarzy mi się z wiskey:)
- Ujędrniający samoopalacz w balsamie Lirene - łatwo się rozprowadza i nie pozostawia smug, przyciemnia skórę - dzięki temu przy pierwszym plażowaniu nie wyglądam jak córka młynarza:) a w tym roku, gdyż plazowanie odpada, przydaje się tym bardziej
- Lakier i pianka do włosów proSeries marki Wella - nie obciąża i nie skleja włosów - jestem pod wrażeniem i nie dam się namówić na żadne inne produkty
Na zdjęciu jest jeszcze krem Wella do prostowania włosów (nie przypadł mi do gustu, ale stosuję w ramach ochrony), krem na dzień nawilżający i na noc przeciwzmarszczkowy Nivea - zwłaszcza ten na noc jest zbyt tłusty - nadal zatem szukam idealnego. Może ktos może coś polecić?
Krem pod oczy Avon jest całkiem fajny, ale efektów zbytnich nie widzę (używam regularnie już pół roku) oraz BB Krem Garniera - okropny, tłusty, ciężki i trudny do aplikacji (moja mieszana cera bardzo go nie lubi).
Kiedy minęły te czasy, że miałam jeden krem i szczoteczkę do zębów?:)
czwartek, 26 czerwca 2014
Czyją winą obarczymy naszą kolejną porażkę?
Wpadłam dziś na wpis Marii Kang na jej profilu na FB:
"When I was 30lbs overweight (before kids) I told myself that my metabolism was damaged from years of dieting/bingeing and I could never get to a weight I felt comfortable in again. I was convinced my genetic disposition to be heavier finally caught up to me and I was losing the battle. I began accepting my story and filled my wardrobe with maxi dresses and yoga pants. I hid the scale and tried not to look in the mirror because I hated myself. NOTE: I didn't hate my body. I hated myself. I hated my lack of discipline, my inability to control my actions and my blameful attitude. One day I realized it wasn't the pressure I felt from society, or my genetics, or my sugar addiction caused by young habits and the food industry - when I finally blamed me, I found my power. I made no more excuses. You can't win if you are the victim of your story. You must become your own hero. I told myself that I will eat healthy and exercise and however my body manifested..it was beautiful! I told myself that I can be healthy after having kids, after turning 30, after dealing with a incredibly busy life, I CAN be fit.
Once I believed it, I became it. You must first believe and re-tell your own story."
(z ang: Gdy miałam 13,5 kg nadwagi (zanim urodziłam dzieci) mówiłam sobie, że mój metabolizm jest zrujnowany przez lata stosowania diet naprzemiennie z objadaniem się i nigdy nie osiągnę wagi, w której czuję się dobrze. Byłam przekonana, że moja genetycznie uwarunkowa skłonność do bycia cięższą wreszcie mnie dopadła i przegrałam bitwę. Zaczęłam akceptować moje życie i wypełniłam szafę długimi sukienkami i luźnymi dresowymi spodniami. Schowałam wagę i starałam się nie patrzeć w lustro, ponieważ nienawidziłam siebie. UWAGA: Nie darzyłam nienawiścią swojego ciała. Darzyłam nią siebie. Nienawidziłam mojego braku dyscypliny, mojego braku umiejętności kontrolowania swoich poczynań i potępiającej, obwiniającej postawy. Pewnego dnia zdałam sobie sprawę, iż powodem nie jest nacisk, który czułam ze strony społeczeństwa, ani moja genetyka czy też moje uzależnienie od cukru, nabyte podczas przyzwyczajeń z czasów dzieciństwa i z powodu rodzaju jedzenia, jaki jest na rynku - wtedy wreszcie obwiniłam siebie i w tym znalazłam siłę. Skończyłam z wymówkami. Nie możesz wygrać, jeżeli jesteś ofiarą swojej własnej historii. Musisz stać się swoim własnym bohaterem. Powiedziałam sobie, że będę jeść zdrowo i ćwiczyć i jakkolwiek moje ciało na to zaeraguje... jest piękne! Powiedziałam sobie, że moję być zdrowa po urodzeniu dzieci, po przekroczeniu trzydziestki, mając bardzo zabiegane życie, MOGĘ być fit!
Kiedy w to uwierzyłam, stałam się taką, jaką chciałam być. Na początek musisz uwierzyć w siebie i opowiedzieć na nowo swoją historię."
Powiem Wam, że zgadzam się całkowicie z tym, co napisała. Zawsze winimy sytuację, brak pieniędzy, czasu, trudności życiowe, genetykę i skłonności do tycia, przy okazji nie lubimy naszego ciała, nie akceptujemy go i nie szanujemy. Nie potrafimy przyznać sami przed sobą, że każdy z nas ma w sobie tą siłę do zmian, determinację, która pozwoli nam się stać lepszym człowiekiem, jeżeli tylko przestaniemy szukać wymówek i ulegać każdej pokusie, jakby była tego warta. Szczerość przed samym sobą i akcetpacja - klucze do sukcesu, który jest tuż za rogiem!
niedziela, 8 czerwca 2014
Ciężar ciężarnej
Jest mi okrutnie niewygodnie, bolą mnie plecy, w ciągu dnia nogi i dłonie puchną, biegam do łazienki co pół godziny a bejbik kopie jak szalony. A to dopiero 6 miesiąc! Ledwo mogę dosięgnąć do swoich stóp żeby założyć skarpetki i buty, golenie nóg staje się akrobacją, do której trzeba mieć nie lada umiejętności, a wstawanie z łóżka, czy przekręcanie się w nocy z boku na bok, to pasmo niekończąceg się bólu i niewygody. Ufff... Zazdroszczę tym dziewczynom, które przechodzą ciążę jak gdyby nigdy nic. Ja czuję się jak napompowana hipopotamica, która ledwo kuśtyka.
Niestety tyję też więcej niż potrzeba. Nie powiem - to absolutnie moja wina. Jestem w kółko głodna i folguję sobie. Mój popsuty kręgosłup nie pozwala mi chodzić na basen ani wykonywać żadnych ćwiczeń, więc staram się chodzić na długie spacery - zawsze to jakiś ruch. Ostatnio niestety bejbik układa się tak, że brzuch w pozycji pionowej jest nie do wytrzymania - napięty i obolały. Nie poddaję się jednak, mam nadzieję, że to chwilowe.
Z pozytywnych wiadomości - mogę rodzić naturalnie. Kręgosłup zaleczony na tyle, że nie będzie wadził. Rozmawiałam z moim fizjoterapeutą na temat porodów i powiem jedno: żadnego cięcia! Dla mojego dobra i mojego nienarodzonego dziecka! Cesarka to bardzo poważna operacja, która wiąże się z długą regeneracją kobiety, leczeniem kolejnych powłok, a mięśnie brzucha już nigdy mogą nie wrócić do poprzedniej sprawności. Dla dziecka z kolei - ogromny stres i brak naturalnego procesu przygotowawczego do życia w zupełnie innym nieznanym mu środowisku. Są oczywiście sytuacje, gdy cesarka jest konieczna, mam jednak nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i dane mi będzie przejść ten proces w sposób, w jaki natura to sobie obmyśliła.
Z moich wcześniejszych ciążowych planów nie pozostało praktycznie nic. Chciałam być super aktywna, chodzić na siłownię i basen (nawet mam kostium na tą okoliczność!), zajęcia dla ciężarnych przyszłych mamusiek, jednak mój przepuklina lędźwiowa skopała mi tyłek.Muszę się jednak otrząsnąć z tego marazmu, spróbować uregulować mój jadłospis i codzienną aktywność, bo przede mną całe wakacje. Nie chcę ich spędzić z krzywą miną i wiecznym niezadowoleniem z życia. W końcu nikt nie mówił że będzie łatwo:)
Niestety tyję też więcej niż potrzeba. Nie powiem - to absolutnie moja wina. Jestem w kółko głodna i folguję sobie. Mój popsuty kręgosłup nie pozwala mi chodzić na basen ani wykonywać żadnych ćwiczeń, więc staram się chodzić na długie spacery - zawsze to jakiś ruch. Ostatnio niestety bejbik układa się tak, że brzuch w pozycji pionowej jest nie do wytrzymania - napięty i obolały. Nie poddaję się jednak, mam nadzieję, że to chwilowe.
Z pozytywnych wiadomości - mogę rodzić naturalnie. Kręgosłup zaleczony na tyle, że nie będzie wadził. Rozmawiałam z moim fizjoterapeutą na temat porodów i powiem jedno: żadnego cięcia! Dla mojego dobra i mojego nienarodzonego dziecka! Cesarka to bardzo poważna operacja, która wiąże się z długą regeneracją kobiety, leczeniem kolejnych powłok, a mięśnie brzucha już nigdy mogą nie wrócić do poprzedniej sprawności. Dla dziecka z kolei - ogromny stres i brak naturalnego procesu przygotowawczego do życia w zupełnie innym nieznanym mu środowisku. Są oczywiście sytuacje, gdy cesarka jest konieczna, mam jednak nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i dane mi będzie przejść ten proces w sposób, w jaki natura to sobie obmyśliła.
Z moich wcześniejszych ciążowych planów nie pozostało praktycznie nic. Chciałam być super aktywna, chodzić na siłownię i basen (nawet mam kostium na tą okoliczność!), zajęcia dla ciężarnych przyszłych mamusiek, jednak mój przepuklina lędźwiowa skopała mi tyłek.Muszę się jednak otrząsnąć z tego marazmu, spróbować uregulować mój jadłospis i codzienną aktywność, bo przede mną całe wakacje. Nie chcę ich spędzić z krzywą miną i wiecznym niezadowoleniem z życia. W końcu nikt nie mówił że będzie łatwo:)
Tymczasem pozdrawiam Was w moim 79 kilogramie wagi:)
wtorek, 6 maja 2014
Sekrety "udanego" koktajlu
Nastaje wiosna, potem lato. Wiele z nas przerzuca się na lekkie śniadania lub kolacje, kolorowe, pachnące i niezwykle smakowite. Często zastępuje je koktajlami, które mogą być naprawdę zdrowe, sycące i pełnowartościowe. Które także mogą pomóc zrzucić narosłe przez zimę kilogramy. Pod warunkiem oczywiście, że zostaną właściwie przyrządzone. Często bowiem popełniamy błędy, które zaprzepaszczają cudowne koktajlowe właściwości.
Jakie są zatem sekrety "udanego" koktajlu?
1. Nie zapominajmy o błonniku
Dodajmy do każdego koktajlu ok. 10 gram błonnika. Znajdziemy go w: jogodach, jarmużu, awokado, kiwi, gruszkach, fasoli, lnie, nasionach chia, otrębach, brokułach, marchwii, brukselce, morelach i brzoskwiniach . Znajdziemy go oczywiście też w bananach, jednakże bardzo mało (cały owoc zawiera mniej niż 3g błonnika).
2. Nie zapominajmy o białkach
Proteiny niezbędne są nam do utrzymania energii na odpowiednim poziomie przez cały dzień i pomogą zapobiegać podjadaniu. W każdym koktajlu powinno być ok. 10 gram białek. Dobrym źródłem w tym wypadku będzie: jogurt naturalny typu greckiego, orzechy lub masło orzechowe, twaróg, mleko (także sojowe). Możemy też zaopatrzeć się w białko w proszku (choć ja nie jestem ich zwolennikiem).
Przepisy na wysoko proteingowe koktajle znajdziecie m.in. TU (po ang).
3. Nie przesadzajmy z owocami
Są smaczne, ale także bardziej kaloryczne niż warzywa i zawierają zazwyczaj sporo cukru. Jest to cukier prosty, z którym nasz organizm rozprawi się bardzo szybko i będzie chciał więcej. Oczywiście lepiej wrzucić całe wiadro owoców niż zjeść pączka:) Spróbujmy jednak zrównoważyć proporcje, dodając do owoców warzywa i białko.
4. Nie dosładzajmy
Lepiej spożytkować słodkie owoce niż dodać cukier lub słodzik do naszego koktajlu. Gdy już naprawdę musimy postawmy na naturalny miód, jednak pamiętajmy że to dodatkowe kalorie.
5. Uważajmy na wysoko kaloryczne produkty
Wiele produktów choć smaczne i odżywcze mogą być także bardzo kaloryczne. Nie przesadzajmy więc z awokado, pełnotłustymi jogurtami, uważajmy na dosładzane mleko czy jogurty, orzechy, mango, czereśnie i banany, a także płatki owsiane czy otręby. Ich nadmiar może sprawić, że nasz koktajl wcale nie będzie dietetyczny.
6. Nie przesadzajmy z ilością
Jeżeli chcemy aby nasz koktajl był niskokaloryczny musimy kontrolować wielkość porcji zdrowych produktów, które wrzucamy do blendera.
Śliczne i apetyczne zdjęcie zamieszczone powyżej znajdziecie na tym portalu wśród innych równie kolorowych - gdybyście mieli ochotę na smaczną tapetę na pulpit - polecam:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








